Ania Kruk

5 powodów, dla których teksty powinnam pisać wcześniej

Dzień dobry w kolejny piątek! Dziś będzie Kruczym Okiem tylko dla stałych czytelników. Dlaczego? Ponieważ pisze do Was z pociągu, jak zwykle trasa Poznan-Warszawa, i z rumieńcem wstydu przyznaje: dzisiejsza piątka jest trochę naciągana. Tak po prostu nie napisać i nic nie opublikować nie mogę: bo wtedy myśle o tych wszystkich osobach, które mówią mi i piszą: Aniu, czytam Twoje teksty co tydzień! I byłoby mi jeszcze bardziej wstyd, nie odezwać sie i nie powiedzieć co sie dzieje. Wiec Wam właśnie, którzy zaglądacie regularnie - dedykuje z przeprosinami ten tekst.

Lecimy. 5 powodów, dla których naprawdę powinnam pisać teksty wcześniej...


1. Bo teraz muszę pisać w pociągu i na tablecie
Wiem, jako nowoczesna kobieta, co na niejednej technologicznej konferencji była, zamiast telewizji woli internet, a książki czyta na kindlu, powinnam umieć pracować i na tablecie i na smartfonie i w ogóle dyktować Siri całe maile. O matko. Niestety. Ja z tych, co obsesyjnie ciągną za sobą torbę z laptopem, bo zawsze maja wrażenie, ze komputer sie przyda (a potem ta torba robi sie coraz cięższa i cięższa....). Bo pracować lubię tylko na dużym, normalnym ekranie i klawiaturze. Dziś wyjątkowo, lecimy tylko na 3 spotkania i wywiad do Warszawy, wiec sie przemogłam i wzięłam tablet. I co, i klops. Muszę stukać w te małe literki. Na moim mini tablecie.

2. Bo dobre pomysły na tekst piechotą nie chodzą
I to trzeba zaakceptować. Ze będzie tydzień z lepszym pomysłem na tekst i będzie tydzień ze słabszym. Ba! A czasem pomysłu nie będzie w ogóle. I co wtedy? Jesli jest czwartek 24:00 to szanse maleją, jesli jest piątek 8:40 (tak, jadę tym pociągiem 7:40), to tym bardziej... Dlatego naprawdę powinnam pisać teksty wcześniej. Ale patrz punkt trzeci.

3. Bo oprócz pisania Kruczych Piątek, mam "normalna" pracę
I wiem, ze wiele osób pisze swoje blogi po godzinach i nie narzeka, ale ja po godzinach... Dalej pracuje. Tak to jest z własna firma : zjada te 40 godzin tygodniowo i większość wolnego czasu. Bo zawsze jest jakiś projekt do skończenia, bo ciagle coś sie dzieje, bo wszystko jest na wczoraj albo i miesiąc temu. Bo zawsze ktoś czeka na mój akcept, bo firma dopiero sie rozwija, i jest moim ukochanym dzieckiem, na które mogę poświęcać morze czasu. I po prostu cieżko mi znaleźć czas na Krucze Piątki, aż przychodzi czwartek i wyrzuty sumienia. A taka chciałam być zorganizowana, zaczynajac projekt sobie zrobiłam listę tematów, z podziałem na lifestyle i biznes, cała strategie rozpisałam i założenia. Wymyśliłam, ze co jakiś czas będa pisać inne Kruki, żeby nie było nudno. Postanowiłam: na start muszę mieć 4 teksty, i zawsze chociaż jeden na zapas.
I co? I drugi (trzeci?) klops.
Najcześciej czas na Krucze Piątki znajduje dopiero w czwartek. Ale lubię to, podjęłam wyzwanie, i przynajmniej przez rok chce pisać. Sprawdzić siebie. Otworzyć nowe drzwi. Rozmawiać z Wami, w trochę inny sposób niż na Instagramie czy Facebooku. Nie jest łatwo, znów dłużej siedzę w pracy i mój maz patrzy na mnie krzywym okiem, ale daje radę.

4. Bo to powinno być tak, ze wchodzisz rano w piątek na bloga i tekst juz na Ciebie czeka
I wiem, ze tak powinno być, ze tak byłoby lepiej, ze marnuje potencjał, ze nie buduje lojalnej publiczności, ze rano lepiej sie takie rzeczy czyta, ze w piątek popołudniu to juz sie wylatuje na weekend i o niczym innym nie myśli. I sama w tej pięknej, rozpisanej strategii na dwie strony tak napisałam: publikacje regularnie, w piątek rano.
I tu po raz kolejny okazuje sie, ze człowiek jest niedoskonały. I ze milion razy latwiej jest plan napisać, niż go pózniej realizować.

5. Bo potem przynudzam i mam słabe żarty
I milion lat świetlnych zajmuje mi dojście do pointy. I moje żarty, jak to mówi Toni, czasami naprawdę nie sa śmieszne. Kilka lat temu, jeszcze wierzył ze to jest "takie polskie, czarne poczucie humoru". Ale potem sie przeprowadziliśmy do Poznania, i odkrył, ze to tylko ja tak mam... I potem pisze teksty takie jak "5 powodów, dla których teksty powinnam pisać wcześniej".

Ściskam wszystkich dzielnych czytelników, którzy dziś mi towarzyszyli w fascynującej podróży pociągiem relacji Poznan-Warszawa, przez Krucze Piątki musiałam dziś odpuścić tradycyjna jajecznice w Warsie, ale Martyna (najwierniejszy czytelnik) poratowała mnie bułka z keczupem.
Pozdrawiam,
Ania

PS. Chciałam napisać, ze obiecuje poprawę, ale sie boje :) Wiec zostańmy przy tym, ze praktyka czyni mistrza, i jesli napisze tekstów 52 (tyle średnio jest tygodni w roku, jesli dobrze liczę w głowie, ale mogę sie mylić...), to magicznym sposobem teksty od numeru 30 wzwyż będa same sie pisać i wychodzić coraz lepsze i lepsze. I mowię Wam, jeszcze za 10 lat książkę napisze. I na coś mi sie przyda ta olimpiada z polskiego.
(W tym miejscu przepraszam za wszystkie literówki i częściowy brak polskich znaków - to przez te małe tabletowi literki.)

PS 2 dodany po fakcie: Martyna mówi, ze jakby wiedziała, ze jej kanapka sie znajdzie w tekście, to by ja z foie gras zrobiła, a nie ze tak z keczupem.
Pozdrawiamy!
Trwa ładowanie komentarzy...