Ania Kruk

5 rzeczy, które mi się podobały na EURO 2016. Okiem osoby nie zainteresowanej piłką nożną

Dzień dobry w kolejny piątek! Dziś znów z lekkim poślizgiem – bo jak cały kraj wczoraj do północy oglądałam mecz, zamiast pisać grzecznie dla NaTemat. Miałam pisać o biznesie w branży mody. Miałam pisać o 5 rzeczach, których nauczyłam się robiąc sesje zdjęciowe. Ale potem stwierdziłam: kto dzisiaj będzie chciał coś takiego czytać? Dziś wszyscy żyjemy EURO. Mimo, że mecz był wczoraj. Działa ten sam mechanizm jak ze mną i ostatnim odcinkiem 6 sezonu Gry o Tron. Od razu wpisałam na youtubie „Game of thrones” i zaczęłam oglądać wszystkie analizy, recenzje, przewidywania na sezon siódmy. Po prostu Twój umysł nie może zaakceptować faktu, że to już koniec, i dalej szuka, drąży, klika, przeżywa na nowo. To samo z EURO 2016.

Nie znam się na piłce nożnej, przyznam szczerze, nie interesuje mnie za bardzo. Z takim samym zainteresowanie oglądam mecz piłkarski jak wyścigi konne. Czyli niewielkim. Ale nawet mnie ruszyła walka naszych w ćwierćfinale. Kurczę, to było super!

Więc dziś będzie krótko (i tak ostatnio ktoś mnie prosił o streszczanie się…), NA TEMAT, i okiem osoby nie znającej się na piłce. Ale już zauważyłam, że najlepiej mi się pisze na tematy, które w jakiś sposób są dla mnie istotne, więc piszę dziś o EURO. Bo sesje zdjęciowe dziś w mojej hierarchii ważności spadły nisko, nisko.

1. DZIĘKUJEMY!
Ważne jest jak się zachowujemy nie kiedy wygramy, a kiedy przegramy. Mówiąc wprost: każdy głupi się cieszy kiedy wygrywa. Pytanie co się dzieje kiedy przegrywasz. Pytanie jak reagują Twoi kibice. Nie ma niczego bardziej okrutnego i powierzchownego niż kibice, którzy Cię noszą na rękach kiedy strzelasz gola, a wyzywają od ostatnich kiedy podwinie się noga. Tak kiedyś było, tak czasem nadal jest. Ale nie tym razem. Na tym EURO i na stadionach i przed telewizorami, kiedy straciliśmy gola w karnych, był zawód, był smutek, ale i tak krzyczeliśmy: DZIĘKUJEMY! (Przynajmniej tak mówią moje wtyki na stadionie w Marsylii, i tak było w barze, gdzie oglądałam mecz). I tak powinno być.
2. JEDNA DRUŻYNA
Na tych mistrzostwach, mam wrażenie, że po raz pierwszy od dawna chłopacy tworzyli tak bardzo zjednoczoną drużynę. Nie było gwiazd, bohaterów, którzy się wyrywają przed szereg i grają tylko na siebie. Byli zgraną ekipą. To było super.
3. KIBICE ŚPIEWAJĄ „OGÓRKA”, a RUSSELL CROWE KIBICUJE
Takie anegdoty też się liczą. To one budują klimat. Bitwa na przyśpiewki kibiców polskich i irlandzkich – i błyskotliwy pomysł, że jak oni zieloni, to my im Ogórka zaśpiewamy :)

Russell Crowe i jego tweety. Wspierał nas do samego końca, skomentował też wczorajszy mecz, pisząc: „Oh man #POL … Bad luck. You did great. Be proud. We love you Kuba. You are a hero. Congratulations #POR.”

Russell teraz przerzucił się na Islandię. Ale to też fajne. Bo przejście Islandii dalej jest kolejną rzeczą, która mi się bardzo, bardzo, bardzo na tym EURO podoba :) No i te memy!


4. FLAGI WSZĘDZIE
Cała Polska zaroiła się od flag! To naprawdę niesamowite. Znam dobrze Barcelonę, znam Madryt, byłam kilka razy w Stanach. To wszystko są miejsca, gdzie flagi narodowe (lub w przypadku Barcelony - mówię o fladze Katalonii) wiszą na co dzień na balkonach. U nas tylko na 1 i 3 maja, a i to nie u wszystkich. Dlaczego? Czy mamy problem z chwaleniem się flagą? A tym samym, z byciem dumnym, z tego, że jesteśmy Polakami? Może nie lubimy manifestowania uczuć? To nie jest czas i miejsce na długie dywagacje. Powiem tylko, że to było super, że nagle wszystkie samochody jeździły z flagami, że w barach wszyscy mieli biało-czerwone koszulki, pomalowane twarze, małe flagi do machania. Było widać, że ludzie są dumni z naszego zespołu.
5. PADNIJ - POWSTAŃ
Może najważniejsze. Nie oglądam za dużo sportu, więc może dlatego tak bardzo mnie to uderzyło. I za to ich podziwiam, nie za sprawność fizyczną, nie za milionowe kontrakty. Podziwiam Lewandowskiego, Milika, Stępińskiego, Błaszczykowskiego, Grosickiego, Jodłowca, Kapustkę, Krychowiaka, Linetty’ego, Mączyńskiego, Peszko, Starzyńskiego, Zielińskiego, Cionka, Glika, Jędrzejczyka, Pazdana, Salamona, Wawrzyniaka, Fabiańskiego, Boruca i Szczęsnego. I wszystkich innych sportowców świata. Za co? Za odporność psychiczną, jaką muszą nabyć. Za to, ile to musi ich kosztować. Lata treningów, setki godzin przygotowań do jednego meczu. I wszystko przesądza ułamek sekundy. Przegrywasz, odpadasz, EURO trwa dalej, a Ciebie już tam nie ma. Skończyła się bajka.

Za to, co wtedy robi prawdziwy sportowiec, i o czym my powinniśmy pamiętać, kiedy spotkają nas takie sytuacje. Spuentował to jedną publikacją Kuba Błaszczykowski: „Podnieść się i walczyć dalej”. I kurczę, to jest piękna metafora życia.

Te pięć rzeczy wyniosłam z EURO. Dziękuję!
Trwa ładowanie komentarzy...