Zakładasz firmę. Albo przygotowujesz się do ważnego spotkania. Chcesz wystartować z własną kolekcją butów. Chcesz pracować jako profesjonalny fotograf, a nie tylko co jakiś czas robić zdjęcia znajomym. Ale myślisz sobie: nie, jeszcze zanim wystartuję muszę dopracować stronę. Zanim komukolwiek powiem o mojej kolekcji, chcę, żeby była gotowa. Z projektem logo, opakowań i kampanią marketingową. Zanim zacznę działać, muszę mieć rozpisaną strategię.
I tak, to wszystko są ważne rzeczy, i trzeba być dobrze przygotowanym do każdego nowego projektu.
Ale zdradzę Tobie odkrycie roku: nigdy nie będziesz CZUĆ SIĘ gotowy. Zawsze będzie Ci się wydawać, że mogłeś coś zrobić lepiej, dopracować detale, przygotować jeszcze to i tamto. Zapiąć projekt na ostatni guzik. I przewiązać wstążką. I nigdy nie będziesz mieć na to czasu :) Ważniejszym jest – po prostu działać. I uczyć się w trakcie, na żywym organizmie. Testować. Bo dopiero wtedy widzisz wszystkie błędy. Strona, z którą wystartowałeś nie była idealna? To co, i tak za rok zrobisz nową. A przynajmniej wprowadzisz poprawki. Rynek zmienia się tak szybko, że i tak musimy na bieżąco reagować, ciągle wprowadzać zmiany. Kto stoi w miejscu, ten tak naprawdę się cofa. Nie byłeś idealnie przygotowany na pierwsze spotkanie z dziennikarzami? Teraz masz już doświadczenie, wiesz, czego oczekują, o co pytają. Następnym razem zrobisz to lepiej.
Nikt nigdy nie jest w pełni gotowy. Działaj, nie czekaj.
błąd 2: Nie lubisz exela i tabelek.
Co tu dużo tłumaczyć. Musisz polubić. Nie wyobrażam sobie prowadzenia firmy, bez analiz sprzedaży, czyli tabelek w exelu. W najlepszym razie: wydrukowanych raportów, z elementami exela. Nie wyobrażam sobie prowadzenia firmy bez analizy kosztów. Znów exel. Nie wyobrażam sobie jak można coś zaplanować, podjąć jakąś strategiczną decyzję, bez wglądu w cyferki.
I piszę to do Was ja, po klasie humanistycznej, olimpijka z polskiego, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych. Po 4 latach prowadzenia firmy, uwielbiam tabelki. To one dają mi wiedzę o moich klientach. W cyfrach widzę ludzi. W analizie sprzedaży widzę klientki, które pokochały moją biżuterię, które kupiły ją sobie lub na prezent dla mamy. W danych z Google Analytics widzę ludzi – o, ten długo szukał czegoś na stronie, a tamten wpadł tylko na chwilę, kliknął w link na facebooku i od razu kupił. W analizie kosztów, w stosie faktur wprowadzonych do systemu, widzę gdzie budżet przecieka nam przez palce, a gdzie jest dobrze wykorzystany. Mogę uporządkować procesy, zaplanować nowe kolekcje, zbudować strategię.
Podpowiedź dla estetów? Moje tabelki i raporty zawsze są kolorowe, ładne i dopracowane pod względem graficznym. Jedno drugiego nie wyklucza :)
błąd 3: Nie umiesz mówić NIE.
Zaczynasz, jeszcze nie idzie jakoś świetnie. Dlatego chcesz robić wszystko. Pojawiają się oferty, propozycje – akceptujesz każdą. Planujesz sesję zdjęciową, budujesz nową stronę. Myślisz sobie: „X ma to zrobione świetnie, ja też tak chcę!”. A w następnym sezonie podoba Ci się Y, i wtedy zmieniasz wszystko, żeby być w stylu Y. Pracujesz nad Twoim produktem. Masz kilka pomysłów, nie wiesz, który jest najlepszy. Realizujesz wszystkie, i w efekcie Twoja kolekcja to 100 różnych modeli, dla ludzi z zewnątrz: bardzo do siebie podobnych.
Tak się nie da. Z czasem nauczysz się, że trzeba mówić „NIE”. I sobie, i innym. Szanować swój czas. Wybierać jeden projekt i robić go dobrze, a nie kilka po łebkach. Mieć jasną wizję kim jesteś, co robisz. Jaka jest Twoja marka. Spójność i konsekwencja są szalenie istotne, jeśli chcesz zbudować przekaz, który naprawdę dotrze do twoich odbiorców.
błąd 4: Nie słuchasz swoich klientów.
Masz pomysł na aplikację, na firmę, projektujesz ciuchy. Twój projekt jest po prostu genialny. Jest tak super, że najpierw boisz się komukolwiek o nim powiedzieć (żeby nie skopiowali). A kiedy już masz pierwsze projekty, i ktoś je skrytykuje, ktoś powie szczerze „Fajne, ale zmieniałabym to i to” – myślisz sobie „nie znają się”. Wrzucasz swoją kolekcję na duży portal zakupowy, ale nic się nie sprzedaje. Myślisz: „Ludzie w Polsce nie mają gustu”, „Muszą dopiero dojrzeć do prawdziwej mody”.
Nie, nie i jeszcze raz nie. Jeśli chcesz robić biznes, a nie sztukę – to Twoim Panem i Wyrocznią jest Klient. Artysta realizuje swoją wizję, opowiada poprzez obrazy lub dźwięki, o rzeczach, które go poruszyły. Projektant czy ktokolwiek kto tworzy i sprzedaje jakiś produkt, usługę – musi się zastanowić: czy są ludzie, którzy ten produkt kupią? Którzy z tej usługi skorzystają? Czy ten produkt spełnia ich wymagania, pozwala realizować potrzeby, trafia w ich gust. Ich gust. Nie Twój. Ok, możesz założyć, że projektujesz dla ludzi takich jak Ty. To nawet fajne i praktyczne: bo wtedy dobrze rozumiesz swojego klienta. Ale pytanie: czy takich ludzi jest wystarczająco dużo, żebyś się z tego utrzymał? Czy jest ich dużo tu i teraz, tam gdzie sprzedajesz lub oferujesz swoją usługę? Czy wegańska knajpa utrzyma się w małym miasteczku? Może jest grupa, której podobają się robione przez Ciebie ciuchy, ale ta grupa nie ma dużego budżetu, a Twoje rzeczy są drogie?
Musisz wiedzieć kim jest Twój klient, czego potrzebuje, co mu się podoba, jakie ma nawyki. Jak się tego dowiedzieć? Obserwować, analizować, testować, podglądać, słuchać.
błąd 5: Mylisz PR z tym, co naprawdę ważne.
Myślisz „sukces” i co widzisz? Okładki magazynów. Wywiady. Twoje projekty we wszystkich gazetach. Gwiazdy na czerwonym dywanie w Twoich sukienkach. Tysiące lajków pod zdjęciem na facebooku. Błysk fleszy, wielki pokaz mody. Tak, to jest jeden z elementów układanki pod tytułem „sukces”. Ten element nazywa się PR. Ale nie myl go z biznesem. Chyba, że mówimy o agencji PR’owej - wtedy gratulacje, poszło świetnie!
Ale jeśli mówimy o sukcesie Twojego produktu czy usługi, to wizerunek, a sprzedaż to dwie różne rzeczy, uwierz mi na słowo. Duża liczba fanów na facebooku to nie jest duża liczba klientów. Pokazy mody w Polsce są możliwe tylko jeśli marka znajdzie dwudziestu sponsorów, którzy pomogą je sfinansować. Sukienki są wypożyczone, a nie kupione. Większość rzeczy z wybiegu to pojedyncze sztuki, na pokaz, a nie do sprzedaży.
Proszę, nie idź tą drogą! Nie daj sobie wmówić, że to takie ważne, najważniejsze! Że wyznacznikiem Twojego sukcesu ma być zdjęcie na ściance i lajki na facebooku! Wyznacznikiem Twojego sukcesu jest zadowolony klient. Ktoś, kto zdecydował się wydać swoje ciężko zarobione pieniądze na Twój produkt. Nie założył go raz, tylko kilka. Nosi, lubi i dobrze się w nim czuje. Polecił Ciebie siostrze, mamie, przyjaciółce. To klient, który ciągle wraca do Twojej restauracji. To stały czytelnik Twojego bloga, książek, programu w radiu. To użytkownik, który dzięki Twojej aplikacji lepiej zorganizował swoją pracę, ma więcej czasu dla siebie. To dziewczyny, które mają już pełną szufladę mojej biżuterii, a nadal czekają na nowe kolekcje i piszą do mnie na Instagramie i Facebooku.
To jest prawdziwa miara Twojego sukcesu. Tamto nazywa się PR i jest ważne, miłe i przydatne, ale nie może stać się celem samym w sobie.
Popełniłam jeszcze milion innych błędów, ale dziś piątek wieczór (dziś rzutem na taśmę zdążyłam z wpisem, jeśli mnie śledzicie na Snapie, to wiecie, że miałam szalony tydzień) – i więcej grzechów nie pamiętam!
Ściskam Was,
Ania.
