Ania Kruk

5 moich najpiękniejszych podróży

Cześć wszystkim, dzisiaj potrójna piątka, bo nie dość, że piątek i mam dla Was moją kruczą piątkę – to jest to już mój piąty wpis dla NaTemat.pl. Dlatego mentalnie przybijam Wam piątkę (tak, wiem, powtórzenie) i wznoszę toast za to, że tak daleko dotarłam. I znów piszę do Was z podróży, gdzieś na trasie Poznań-Warszawa, którą stale kursuję. I dlatego dziś dla Was wpis bardzo osobisty ( i dlatego, że zbliżają się wakacje): moich 5 najpiękniejszych podróży w dorosłym życiu.

1. Indie
Zaczynamy chronologicznie, od mojej pierwszej podróży daleko i samemu.
Wiem, jakie to oklepane, pisać, że Indie to była podróż, która zmieniła moje życie. Pojechałam z plecakiem, z przyjaciółkami ze studiów, miałyśmy po 20 lat. Namówiłyśmy jeszcze jednego kolegę – żeby mieć chłopaka w ekipie, bo bałyśmy się trochę jechać same dziewczyny do kraju, gdzie pozycja kobiety nie zawsze jest równa pozycji mężczyzny. Rodzice się stresowali, ale postanowili dać nam wolną rękę. Oprócz niesamowitych rzeczy, które widziałam i których nigdy nie zapomnę, jak Tadż Mahal o wschodzie słońca, jak świątynie wykute w skale, niebieskie miasto Jodhpur, podróże zatłoczonymi autobusami i pociągami, jak poczucie czasu Hindusów, jak oglądanie bolywoodzkiego filmu w kinie w Indiach, jak kolorowe świątynie i parady – to była podróż, która dała mi smak wolności i samodzielności. Wcześniej jeździłam pod opieką rodziców lub starszego brata. Tutaj nie było żadnej „wyższej instancji”, to my wyznaczałyśmy kierunek, podejmowałyśmy decyzje. Czasem był duży stres, chęć powrotu i myśli „w co ja się wpakowałam”, a po kilku godzinach euforia i zachwyt i przeświadczenie, że tu i teraz przeżywam najpiękniejszą przygodę w życiu.


2. Meksyk.
Meksyk wydarzył się rok później. Oprócz tego, że już totalnie złapałam bakcyla backpackerskich podróży, moja przyjaciółka z ASP, z którą jeździłam po Indiach, zrealizowała swoje marzenie: pojechała na wymianę studencką do Meksyku. A my, w podobnej ekipie co wcześniej, pojechałyśmy ją odwiedzić, i znów, z plecakiem przez miesiąc wędrować od Mexico City, przez miasteczka Puebla, Oaxaca, wybrzeże Pacyfiku, Palenque, na półwysep Jukatan. Opowiadam Wam o moich podróżach po kolei, ale jeśli bym miała wybrać jedną najważniejszą, to byłby to na pewno Meksyk. Nie przez piramidy Majów, nie przez kolorowy San Cristobal, nie przez krewetki jedzone na plaży, a na pewno nie przez 20 godzin spędzonych w autobusie na trasie powrotnej z Meridy do Mexico City.
Meksyk zmienił moje życie, bo gdy kupowałyśmy ostatnie 4 bilety z Salina Cruz do San Cristobal de las Casas, ostatnie wolne miejsce w autobusie było obok młodego Hiszpana z brodą. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, potrzebowaliśmy jeszcze 3 razy się spotkać, przypadkowo: w San Cristobal (sprzątnęłyśmy im najfajniejszy hostel sprzed nosa), i w kawiarence internetowej w Palenque, i na plaży w Tulum. Wtedy już wiedziałam, że spotkałam najlepszego faceta pod słońcem, i zaczęła się kolejna przygoda, która trwa już 8 lat.


3. Andaluzja
Jeździliśmy razem z Tonim do dalszych zakątków świata, przeżywaliśmy bardziej ekstremalne przygody, ale w mojej piątce jest Andaluzja. Dlaczego? Bo kiedy już myślałam, że stara, dobra Europa robi się do siebie coraz bardziej podobna i niewiele mnie już miejsc w niej zaskoczy – pojechaliśmy na południe Hiszpanii. I to naprawdę magiczne miejsce. Pałac Alhambra w Granadzie, gdzie staliśmy w kolejce od 5 rano, żeby zdobyć bilety. Cordoba i znajdujący się w niej meczet, zamieniony w kościół, najpiękniejszy symbol współistnienia różnych kultur i religii. Sewilla, Cadiz (Kadyks), pola oliwne. I ludzie! Gadaliśmy z panem zbierającym oliwki, gadaliśmy ze znawcą sherry (typowe dla regionu) w barze, gadaliśmy z właścicielami restauracji w małych wioskach, gadaliśmy z kobietą, która zaczęła dla nas tańczyć Sevillanas z mężem na środku knajpy. I to było tak piękne, i tak pełne emocji, jak żadne taneczne show, bo było po prostu spontaniczne i prawdziwe.


4. Argentyna i Boliwia
Skoro poznaliśmy się po drugiej stronie Atlantyku, tam też musieliśmy polecieć w podróż poślubną. I znów to samo: ta podróż była wspaniała, nie tylko ze względu na przygody i dziką przyrodę dookoła. Głównie dlatego, że jak w Andaluzji, mogliśmy rozmawiać po hiszpańsku, nie było bariery językowej między nami, a ludźmi dookoła (jak na przykład w Chinach). Pamiętam pustynie Boliwii, pamiętam te 4 dni drogi ściśnięci w 7 osób małym jeepie, flamingi, laguny i niesamowity Salar de Uyuni o wschodzie słońca, ale bardziej pamiętam rozmowy z naszym kierowcą Hugo i kucharką Modestą, okrągłą indianką z warkoczami i tak typowym dla Boliwii kapeluszem. Pamiętam Buenos Aires, jedno z piękniejszych miast na świecie, i fioletowe kwiaty na drzewach, których było pełno, ale chyba jeszcze mocniej został mi w głowie pan taksówkarz, który był kiedyś śpiewakiem operowym i śpiewał dla nas arie na trasie. Pamiętam imponujące lodowce, i przepiękny El Chalten, pingwiny i wieloryby na półwyspie Valdes, ale jeszcze bardziej wszystkich poznanych tam ludzi, i naszego przewodnika po Torres del Paine w Chile. Jeśli mnie zapytacie o podróż najpiękniejszą, to jednogłośnie z Tonim powiemy, że to był nasz miesiąc miodowy, który spędziłam chodząc w górskich butach, kurtce i polarze.


5. Pieniny
Na koniec mojej piątki, może małe zaskoczenie. Pieniny. Nasze, polskie. To był nasz wypad chwilę temu, na przedłużony weekend majowy. Wsiedliśmy po pracy w auto w Poznaniu, i następnego dnia rano już obudziliśmy się w małej wiosce na polskim Spiszu, z widokiem na Tatry. Pływaliśmy Dunajcem, wspięliśmy się na Trzy Korony. Zjedliśmy lody w Szczawnicy. Posiedzieliśmy nad przełomem Białki. Pojechaliśmy na jeden dzień na Słowację, do Słowackiego Raju, gdzie chodziliśmy wąwozami i wspinaliśmy się po drabinach. Złapała nas taka burza, że totalnie mokrzy zajadaliśmy potem rosół w przydrożnej knajpie. Było cudownie. Na wiosnę wyjechaliśmy w kilka miejsc, i do Azji, i do Rosji. A w głowie zostały mi te Pieniny. I to dla mnie takie trochę symboliczne, że po latach podróży w najdalsze zakątki, po zakreśleniu trasami całej mapy świata, teraz to, co nas zachwyca, to polskie góry. I już planujemy kolejne wypady, żeby zaszyć się gdzieś wśród zieleni i zajadać oscypki. Sprawdź na moim Instagramie!


Ściskam Was,
Ania


PS. Może moja piąta piątka w piątek dla NaTemat to dobry moment na pytania? Jak oceniacie, są zadatki na felietonistkę? Czy oszczędzić Wasz i Mój czas i wrócić do projektowania biżuterii i prowadzenia firmy? Jakiej mojej piątki jesteście ciekawi? Na jakie tematy chcielibyście poczytać?
Trwa ładowanie komentarzy...